Urna wyborcza czy ciepłe kakao i rogalik?

Jak już powszechnie wiadomo, bowiem od tygodni uliczne słupy sygnalizacji świetlnej są dodatkowo udekorowane do piątego metra nad poziom gruntu, w niedzielę 16 listopada 2014 r. odbędą się kolejne wybory samorządowe w Polsce.

Election, autor: ed_davad; źródło: pixabay.com

Election, autor: ed_davad; źródło: pixabay.com

Jak zwykle przy okazji odbywających się wyborów politycznych mam problem z tym czy iść zagłosować i spełnić obywatelski obowiązek czy zostać w domu z rodziną i pić gorące kakao zagryzając pyszny rogalik z cukrem pudrem? Ten dylemat towarzyszy mi przez całe moje dorosłe życie. Notabene dotyczy każdego rodzaju wyborów z polityką w tle. Najważniejszy jest jednak dla mnie fakt, że mój dysonans z czasem nabrał czysto iluzorycznego charakteru. Szczerze się przyznam, że jak dotąd w moim życiu obywatelskim ciepłe kakao i rogalik wygrywały w 99% przypadków, a tylko raz wygrała urna wyborcza. Warto podkreślić, że ten jeden „incydent” na sto możliwych wyborczych sytuacji w moim życiu nie był głosowaniem „na kogoś”, lecz głosowaniem „przeciw komuś”. Nawet nie wiem czy to się powinno liczyć jako obywatelskie głosowanie… Z resztą oceniając sytuację po kilku latach musiałem samego siebie przepraszać za to, jakiego wyboru dokonałem. Mówiąc krótko – ten teatr i ta sztuka nie jest dla mnie i nie wzbudza żadnych pozytywnych emocji. Wręcz przeciwnie.

Pewnie nawet nie zapytacie, dlaczego tak życiowo zadecydowałem, więc od razu odpowiem, żeby rozwiać potencjalne niedomówienia. Powodem takiej obywatelskiej bierności jest „teoria krążenia elit”… To ona jest wszystkiemu winna! I ja oczywiście też, bo świadomie ją zaadoptowałem dla własnych potrzeb. Wkraczając w trzecią dekadę swojego życia, jeszcze w trakcie cenionych w kraju humanistycznych studiów magisterskich, zachłysnąłem się poglądami głoszonymi przez Vilfredo Pareto.

Otóż ten trzeźwo myślący i obserwujący zachowania społeczne włoski ekonomista i socjolog uknuł teorią, która mówiła wprost, iż w życiu politycznym istnieje pewien cykliczny, powtarzalny proces. Ów proces miał polegać na tym, że elity polityczne po przegranej walce o władzę przechodzą do opozycji i wkładają więcej wysiłku w to, aby dojść do władzy. Wraz z większą aktywnością opozycji szanse na objęcie przez nią władzy zwiększają się, natomiast po osiągnięciu tego celu elita wytraca swój impet w dalszej walce o władzę. W ten oto sposób następuje ciągła wymiana pozycji społecznych elit wywodzących się z opozycji i z koalicji. Pareto raz na zawsze rozwiał moje wątpliwości co do tego jak to wszystko działa, a ja dołożyłem od siebie teorię, że to wszystko i tak działa niezależnie od tego czy przy moim udziale czy bez niego. Teorię tą szybko wcieliłem w życie i pozostaję jej wierny… z jednym wyjątkiem, ale w tym przypadku nie ma co rozpamiętywać porażek.

Croissant, autor: JESHOOTS; źródło: pixabay.com

Croissant, autor: JESHOOTS; źródło: pixabay.com

Proste, prawda? Odkąd poczułem na własnej obywatelskiej skórze, co Pareto miał na myśli,  poświęciłem swoją energię wyłącznie na picie gorącego kakao i jedzenie chrupiących rogalików w miłym towarzystwie. Oczywiście politykom, niezależnie czy tym z ludzką czy świńską twarzą, nie przeszkadzam w organizowaniu i prowadzeniu rozgrywek ligowych. Systematycznie i bacznie obserwuję, „patrzę na ręce”, ale wycofałem się i nie zagłosuję! Cieszę się, że przyznałem sobie to unikalne prawo i nikt mi go nie odbierze. Dziękuję też Pareto, że otworzył mi szeroko oczy. Jestem świadomy, że konsumuje wyłącznie konsekwencje wyborów pozostałych obywateli. To mój osobisty wybór. Nie lubię wybierać mniejszego zła.

1 Komentarz

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.