Słodkie nieba… rynkiem pracy znowu rządzą wskaźniki!

źródło: pixabay.com; autor: gentlegiant27153

źródło: pixabay.com; autor: gentlegiant27153

Właśnie z Sejmu nadlatuje kolejna jaskółka będąca zwiastunem, dowodem tego jak słaby i ułomny jest polski rynek pracy oraz jak „kupuje się” miejsca pracy. Ta jaskółka nie dość, że wydaje znany każdemu odgłos „Kuuuu kuuu, kuuu kuuu”, to jeszcze pokazuje palcem znany gest „Kuuu kuuu, na muniu”…

Szykuje się kolejna faza ekonomicznego wsparcia dla przedsiębiorstw opatulona w filozofię ratowania młodych bezrobotnych, którzy bez doświadczenia zawodowego „prawdopodobnie” samodzielnie nie poradzą sobie na rynku pracy… Wiadomo ludziom pomagać trzeba, zwłaszcza niezaradnym bidulkom poszukującym pracy i zalegającym w rejestrach urzędów pracy oraz nader zaradnym biznesmenom unikających obciążeń finansowych po własnej stronie…

Ale o co chodzi?! Otóż, nowelizacja przewiduje, że przedsiębiorcy, którzy w 2016 r. i 2017 r. zatrudnią w swojej firmie osobę bezrobotną do 30 roku życia, przez okres 12 miesięcy będą mogli liczyć na zrefundowanie wynagrodzenia dla osoby bezrobotnej w wysokości minimalnego wynagrodzenia za pracę… wraz ze składkami ZUS i NFZ. Czyli co dzieje? Zakładając, że przedsiębiorca, potrafiący liczyć na kalkulatorze, zatrudni osobę młodą za stawkę minimalną (minimalne wynagrodzenie za pracę w kraju), to ma pracownika przez 12 miesięcy „za darmo”. Wynagrodzenie dla osoby zatrudnionej będzie refundował przedsiębiorcy powiatowy urząd pracy przelewając w odstępach regularnych (kochane) pieniążki na wskazane konto bankowe przedsiębiorcy. I takich etatów tylko w 2016 r. ma powstać 30 tysięcy (a docelowo ok. 100 tysięcy), na co minister finansów ( tylko w 2016 r.) zgodził się wydać z budżetu państwa 700 mln polskich złotych.

Napisałem, że ów pracownik będzie „za darmo”, ale nie bez powodu znalazł się tam cudzysłów. Jeżeli pracodawca zatrudni młodego bezrobotnego, to otrzyma przez rok refundację wynagrodzenia, ale zobowiązuje się również do przedłużenia umowy z pracownikiem na okres kolejnych 12 miesięcy. W kolejnym roku współpracy obciążenia związane z wynagradzaniem finansowym pracownika będą po stronie przedsiębiorcy/pracodawcy. Zakładając, że obie strony przedłużą umowę o pracę na tych samych warunkach (płaca minimalna), to w efekcie taki pracownik wyjdzie pracodawcy i tak atrakcyjnie, po dwóch latach współpracy „za pół ceny”. Warto? Noooo pewnie, że warto! Ale dla kogo?

Przedsiębiorca w pierwszym roku otrzymuje na zatrudnienie bezrobotnego ponad 26 tys. zł wsparcia, czyli jakieś 2170 zł miesięcznie ze wspomnianymi już składkami. Jeżeli w kolejnym roku zatrudnienie nie będzie kontynuowane, to pracodawca zwróci dotację (taki straszak, żeby nie było!), albo jeśli zostanie przerwane w trakcie roku, to zwróci dotację w części, adekwatnie do czasu przepracowanego przez pracownika. Banalnie proste w realizacji i przy wyliczeniu. Banalna jest też recepta na wskaźniki i statystykę polskiego rynku pracy - subsydiowane zatrudnienie, unijna kasa, różnej maści dotacje dla przedsiębiorców i na osoby bezrobotne.

A samemu młodemu bezrobotnemu co z tego przyjdzie? Ano wiadomo - zyska bezcenne i atrakcyjne rynkowo doświadczenie zawodowe, być może jakieś twarde kwalifikacje, otrzyma godne wynagrodzenie za pracę i czeka go świetlana przyszłość, może nawet jakaś kariera… A jeśli nie kariera, to w najgorszym razie, po dwóch latach tyrania na minimalnej pensji, otrzyma dobre referencje, które ma sobie najczęściej sam napisać i dać do podpisu „przedsiębiorczemu”. Każdy chyba się zgodzi, że od czegoś trzeba zacząć… nie ma co się dziwić.

Podobno, według ekspertów rynku pracy, zainteresowanie ze strony firm takimi programami jest tak duże, że nie starcza pieniędzy dla wszystkich. Niektórzy są nawet zdania, że takie rozwiązanie powinno być wprowadzone na stałe (np. Pracodawcy RP). Ciekawostka, prawda?! Mam nadzieję, że nie zabraknie chętnych młodych bezrobotnych do udziału w tym programie, a jak zabraknie albo będą się migać od takich rozwiązań, to się ich z rejestru z przyjemnością wyczyści obniżając automatycznie stopę bezrobocia i poprawiając strukturalny obraz bezrobocia w kraju. Rynek pracy będzie miał się coraz lepiej! Kuuu kuuu, kuuu kuuu!

 

Dress code, czyli o tym czy w biurze wypada bywać w dresie…

Marching, autor: sharonang; źródło: pixabay.com

Marching, autor: sharonang; źródło: pixabay.com

Dress code to zbiór zasad, dotyczących odpowiedniego dopasowania ubioru do okazji; jest jednym z papierków lakmusowych naszej towarzyskiej ogłady i dobrych manier. Znajomość dress code`u i jego stosowanie jest odzwierciedleniem akceptacji reguł grzecznościowych obowiązujących w danej grupie lub w konkretnym miejscu.

Dziś zajmę się omówieniem problematyki związanej z etykietą stroju w miejscu pracy. Jak zaznaczyłem w tytule wpisu nie wszędzie wypada bywać ubranym w dresy czy w strój bikini… no chyba, że jest się pracownikiem basenu, klubu fitness lub „męskiej” myjni samochodowej… w takich miejscach to i owszem, nawet jest to wskazane. Natomiast, jeśli wyjdziemy poza ramy branży odnowy biologicznej, ośrodków rekreacyjno-sportowych lub punktów usługowych docelowo przeznaczonych dla mężczyzn i ich samochodów (ewentualnie tylko mężczyzn), to wchodząc bardziej w przestrzeń biznesową, biurową, zmienią się również oczekiwania co do naszego stroju i wyglądu.

Warto o tym pamiętać – w biznesie obowiązują określone reguły i zasady ubioru służbowego, a tajniki tej sztuki warto poznać mając na celu dobrą prezencję w biurze lub w trakcie czekającej nas rozmowy kwalifikacyjnej. Nie zapominajcie, że dress code wpływa na to, jak będziemy postrzegani przez aktualnego lub potencjalnego pracodawcę, współpracowników z pracy oraz osoby z zewnątrz (np. klienci, kooperanci). Nieodpowiednio dobrany strój będzie odczytany jako brak profesjonalizmu, co niekorzystnie wpłynie na nasz wizerunek.

Czy stosowanie dress code’u jest obowiązkiem w miejscu pracy? Zgodnie z obowiązującym prawem (patrz: art. 104 Kodeksu pracy), pracodawca ma prawo wymagać od swoich pracowników noszenia odpowiedniego stroju. W firmie może obowiązywać odpowiedni wewnętrzny regulamin pracy, w którym zawarte będą wszystkie wytyczne dotyczące tego obowiązku. Każdy z pracowników powinien mieć możliwość zapoznania się z takim regulaminem. Ponadto, instrukcje dotyczące ubioru mogą również być zawarte w umowie o pracę. Pracodawca powinien jednak podczas ustalania tych zasad postępować z poszanowaniem godności i pozostałych dóbr osobistych pracownika. Zasady ustalone przez pracodawcę nie mogą przekraczać granicy dobrego smaku. Zdarza się, że pracodawca dbając o profesjonalny wygląd swoich pracowników finansuje zakup stroju służbowego lub zwraca część kosztów poniesionych przez personel na zakup odzieży/butów.

Na co zatem zwracać szczególną uwagę? Na początek kilka zasad generalnych, które metaforycznie odniósłbym do znanej myśli „jeśli nie wiesz jak się zachowywać, to zachowuj się przyzwoicie”. Tak samo należy postępować odnośnie własnego ubioru służbowego. Zwróćcie uwagę, że w każdej firmie może obowiązywać inny dress code, a istnieją również branże zwolnione z obowiązku jego przestrzegania (np. branża reklamowa). Natomiast w zawodach, w których podstawą jest bezpośredni kontakt z klientami, pracownik jest twarzą, wizytówką firmy i zobligowany jest do stosowania się wobec pewnych zasad. To jak konkretnie powinniśmy się ubierać, zależy zatem zarówno od miejsca pracy, firmy, jak i rodzaju wykonywanej pracy lub zajmowanego stanowiska. Istnieją również pewne zasady, co do których powinni bezwzględnie zastosować się wszyscy pracownicy, niezależnie od stopnia sformalizowania oraz zasad konkretnych firm. Oto te zasady:

harmonia – elementy stroju powinny ze sobą współgrać; spójny styl elementów ubrania;

- prostota i minimalizm – nie przesadzajmy z nadmiarem kolorów; maksymalnie jeden element może być wzorzysty; odpowiednio stonowana kolorystyka (preferowane są odcienie granatu, beżu lub szarości); nie należy przesadzać z biżuterią i dodatkami;

- dopasowanie stroju do figury – świadomość własnej sylwetki; ukrywanie mankamentów figury;

elegancja i schludność – strój musi być zawsze czysty i wyprasowany; najlepiej sprawdzają się ubrania wykonane z niegniotących się materiałów.

Pamiętajmy również, że panie i panowie powinni w nieco odmienny sposób spojrzeć na zagadnienie dress code`u.

business, autor: skowalewski, źródło: pixabay.com

business, autor: skowalewski, źródło: pixabay.com

Najpierw kilka wskazówek dla Pań. W ich przypadku istnieje większa swoboda, aniżeli u panów. Kobiety mogą bowiem w większym stopniu manipulować swoim strojem, stosując zamiennie spódnicę i spodnie, kostiumy i sukienki. W pracy obowiązuje dyskretny makijaż i starannie dobrana fryzura oraz zadbane paznokcie. Kobieta biznesu nie powinna wyglądać zbyt wyzywająco. Za niestosowne powszechnie są uważane: nadmierne uwydatnianie dekoltu, odkrywanie ramion, zbyt wycięta bluzka, nadmiernie obcisły strój. Nie należy mieć na sobie więcej niż dwa elementy biżuterii (np. bransoletka i kolczyki). Minimalna długość spódnicy to kilka centymetrów nad kolanem, a jednocześnie optymalnym rozwiązaniem jest, aby nie wychodziła więcej niż kilka centymetrów za kolano. Najlepszym sposobem na sprawdzenie odpowiedniej długości spódnicy jest opuszczenie ramion wzdłuż ciała stojąc w wyprostowanej pozycji – najdłuższy palec u ręki nie powinien wychodzić poza długość spódnicy. Obuwie, niezależnie od pory roku, powinno zasłaniać palce u stóp. Nie wypada przychodzić do pracy z gołymi nogami, ale niedopuszczalne są również jaskrawe i wzorzyste rajstopy. Nie należy przesadzać z biżuterią – niewskazane jest noszenie wielkich bransoletek, pierścionków, kolczyków lub przesadnie pstrokatej biżuterii.

businessman, autor: neshom; źródło: pixabay.com

businessman, autor: neshom; źródło: pixabay.com

Jeśli chodzi o panów, to najpopularniejszym służbowym strojem jest klasyczny garnitur. Wewnątrz firmy akceptowalne jest noszenie samej koszuli ze spodniami w kant, ale w czasie spotkania biznesowego należy ubrać marynarkę. Zalecane jest unikanie białych klasycznych koszul, które zarezerwowane są zasadniczo na okazje typu: ślub, komunia, chrzciny, rodzinny bankiet. Długość mankietu koszuli powinna być odpowiednio dobrana. W sytuacji, gdy występuje w niej mankiet pojedynczy, powinien wystawać na 1 cm. spod rękawa. Natomiast gdy mamy do czynienia z mankietem podwójnym – na 2 cm. Jeśli chodzi o obuwie, to buty powinny być kryte, niedopuszczalne jest noszenie sandałów lub klapek. Krawat dobieramy odpowiednio pod kolor koszuli i garnituru, powinien idealnie komponować się z całością lub bądź stanowić kontrast dla całego stroju. Co do długości krawata, to powinien kończyć się na wysokości paska. Nie należy nosić poluzowanego krawata. Należy zawsze zakładać pasek – spodnie od garnituru wyposażone są w szlufki, które bez paska wyglądają nieestetycznie. Rękawów koszuli nie należy podwijać, szczególnie podczas spotkań z osobami spoza firmy. Niezależnie od pogody niedopuszczalne jest noszenie rozpiętej koszuli. Skarpetki powinny mieć ciemniejszy kolor niż spodnie, najlepiej, aby były gładkie, gdyż skarpetki we wzory wyglądają nieprofesjonalnie. Ważna jest również długość skarpet – powinny zakrywać łydki osoby siedzącej.

Warto zwrócić uwagę, że w życiu zawodowym możecie być również zobligowani do występowania w stroju formalnym – tzw. business attire, lub w stroju mniej formalnym, czyli tzw. business smart. Na czym polega różnica?

Niekiedy w firmach i konkretnych sytuacjach wymagany jest strój o najwyższym stopniu sformalizowania (business attire).W przypadku pań w tej roli najlepiej sprawdzi się klasyczny kostium, czyli garsonka lub eleganckie spodnie wraz z dopasowanym żakietem, a pod nim koszula, gładki, jasny top lub bluzka. Kostium powinien posiadać gładką fakturę bądź dyskretny, delikatny wzór. W sytuacjach sformalizowanych optymalnie warto założyć buty na średnim obcasie, tj. 4-8 cm wysokości. Biżuteria powinna mieć klasyczny i dyskretny charakter, nie należy przesadzać z dodatkami. Makijaż również powinien być delikatny. Paniom z długimi włosami zaleca się ich upięcie, gdyż rozpuszczone mogą wyglądać niestosownie. Należy zadbać o wygląd paznokci i ewentualnie pomalować je jasnym lakierem.

W przypadku panów podstawowym elementem biznesowej garderoby będzie garnitur, najlepiej w odcieniu szarości lub granatu. Pod garniturem należy ubrać jasną koszulę ze sztywnym kołnierzykiem, który nie jest zapinany na guziki. W stroju tym nie może zabraknąć krawata, najlepiej gładki lub w drobne wzory. Dozwolone dodatki to spinki do mankietów lub krawata, zegarek, obrączka lub sygnet. Nie należy przesadzać z ilością ozdobników – obowiązuje zasada maksymalnie dwóch dodatków.

Jeśli chodzi o strój mniej formalny, to należy podkreślić, że jest to najczęściej stosowany dress code w biznesie. Nie zapominajmy jednak, że styl ten również nie do końca jest stylem swobodnym.

W przypadku Pań codziennym strojem powinna być spódnica lub spodnie oraz bluzka i żakiet, który może być zastąpiony rozpinanym sweterkiem. Inną propozycją jest sukienka w połączeniu z koszulą lub żakietem. Elementy kostiumu powinny występować w dyskretnych barwach, jednak w przypadku dodatków oraz bluzek możemy już pozwolić sobie na bardziej zdecydowane kolory. Buty, najlepiej na średnim obcasie, powinny zakrywać całą stopę. Należy zastosować umiar w zakresie użytych dodatków i makijażu.

lipstick, autor: stux; źródło: pixabay.com

lipstick, autor: stux; źródło: pixabay.com

Panowie mają mniejsze możliwości aniżeli panie i za standardowy strój  uważany jest garnitur (spodnie i marynarka uszyte z tego samego materiału). W wypadku smart występuje większa swoboda w wyborze koszul niż w przypadku stroju formalnego. Różnica dotyczy zarówno kolorów, jak i deseniu oraz faktury. Dopuszczalne są koszule gładkie, w prążki, paski czy drobną kratkę. Krawat powinien zostać dyskretny, niezbyt krzykliwy. Najlepiej używać sznurowanych półbutów. Warto pamiętać, aby wszystkie elementy pasowały do siebie kolorystycznie.

tie, autor: qiye; źródło: pixabay.com

tie, autor: qiye; źródło: pixabay.com

Warto jeszcze wspomnieć o stylu business casual, czyli najbardziej swobodnej wersji ubioru do pracy. W wielu firmach, w których kładzie się nacisk na odpowiedni strój służbowy, wprowadza się zwyczaj określany mianem casual friday, co oznacza, że w jeden dzień  tygodnia „przymyka się oko” na restrykcyjne zasady firmowego dress code’u. W taki dzień „kontrolowanego luzu” obowiązuje strój bardziej swobodny, wygodny. W casual friday możemy kostium lub garnitur zastąpić dżinsami i wygodną koszulą, pod warunkiem oczywiście, że tego samego dnia nie mamy zaplanowanego spotkania z klientami. Najczęściej takim swobodnym dniem jest piątek.

shirt, autor: jarmoluk; źródło: pixabay.com

shirt, autor: jarmoluk; źródło: pixabay.com

Pamiętajmy jednak, że styl swobodny nie jest zarezerwowany wyłącznie na te okazje. Może się również sprawdzić podczas mniej formalnych spotkań np. podczas firmowych wyjazdów lub nieoficjalnych szkoleń. Pomimo, że casual to strój bardziej swobodny, tu również należy kierować się w tym wypadku pewnymi zasadami.

 Jeśli chodzi o panie, to styl swobodny nie wymaga noszenia kostiumu, a żakiet lub marynarkę można zastąpić sportową marynarką lub swetrem. Istnieje także możliwość noszenia samej bluzki bądź golfu bez dodatkowego okrywania się żakietem czy marynarką. W przypadku koszul i spódnic dozwolone są bardziej wzorzyste i kolorowe wersje. Do elementów garderoby w stylu business casual zaliczają się także dżinsy, a obuwie na obcasie może zostać zastąpione przez wygodne baletki.

Panów, w stylu business casual nie obowiązuje noszenie garnituru, można również zrezygnować z krawata. Najlepiej sprawdzają się w tym stylu spodnie z prostymi nogawkami, ale jeśli wybierzemy dżinsy, to powinny dominować ciemne odcienie. Z górnych części garderoby można zdecydować się na rozpinaną koszulę i marynarkę, która nie musi być w tej samej tonacji kolorystycznej, co spodnie. Dopuszczalne są kardigany, czyli rozpinane swetry bez kołnierzyka z rozcięciem pod szyją lub koszulka polo. Większa swoboda dopuszczalna jest również w zakresie wyboru obuwia: dobrze widziane są sznurowane półbuty, ale także skórzane mokasyny lub sportowe buty z białą podeszwą.

shoes, autor: Hans; źródło: pixabay.com

shoes, autor: Hans; źródło: pixabay.com

Podsumowując ten nieco dłuuuuugi wpis…  mam nadzieję, że przyda Wam się tych kilka wskazówek zebranych w jednym miejscu. Jeśli macie wątpliwości, jaki dokładnie dress code obowiązuje w Waszym miejscu pracy, zajrzyjcie do firmowego regulaminu pracy lub zapytajcie współpracowników i przełożonych. Warto rozwiać swoje wątpliwości zanim przytrafi nam się jakaś niestosowna wpadka. Zasięgnijcie wiedzy, aby nie stać się solą w czyimś oku oraz nie być posądzonym o brak profesjonalizmu.

 

 

My Polacy lubimy zaglądać do czyichś portfeli… (Jerzy Janowicz)

    W ostatnich dniach głośno medialnie w środowisku sportowym (i nie tylko) o tenisiście Jerzym Janowiczu (notabene zajmuje stosunkowo wysoką 21. pozycję w światowym rankingu ATP). Dyskusja medialna i społeczna, która wybuchła wokół jego osoby niestety nie dotyczy sportowych sukcesów, lecz jego wypowiedzi w czasie konferencji prasowej po przegranym meczu w Pucharze Davisa.

   Media wspominają o tym, że wypowiedź Janowicza była bardzo nie na miejscu, określają ją jako kontrowersyjną i nieprofesjonalną. W ślad za mediami wtórują im również tzw. autorytety w dziedzinie sportu, w tym znawcy tenisa, zarzucając Jerzemu brak sportowego profesjonalizmu i ogłady, a może nawet brak ludzkiego profesjonalizmu. Pragnę zauważyć, że wypowiedź Janowicza dotyczy – cytując jego samego – podnoszenia poprzeczki w każdej dziedzinie życia, zarówno sportowego, jak i biznesowego, prywatnego.

     Czy rzeczywiście zarzuty wobec sportowca są słuszne czy klasycznie media spychają go za wypowiedź w otchłań polskiego piekiełka, przy okazji zaglądając mu do jego osobistego portfela? Wydaje się, że media w tym zakresie wyspecjalizowały się doskonale. Sianie fermentu przychodzi im bardzo łatwo, bowiem w tym celu wykorzystują znane od stuleci polskie przywary do rozbudzania w społeczeństwie taniej sensacji. Dodatkowo, jeśli przy tej okazji wykorzysta się urzędowy argument wyrażony w sąsiedzkiej skłonności do zaglądania w czyjś PIT, to efekt burzy społecznej w szklance wody jest na wyciągnięcie ręki.

    Czy Janowicz przesadził w czasie konferencji dając upust swoim osobistym frustracjom, czy raczej wypowiedział się otwarcie o tym, co leży na sercu wielu młodym sfrustrowanym (nie tylko sportowcom) Polakom, którzy w naszym kraju nie mogą/nie potrafią skutecznie osiągnąć sukcesu lub wybić się ponad spoleczną przeciętność. Sami odpowiedżcie sobie na to pytanie.

  Jerzy Janowicz z pewnością, mimo młodego wieku, ponad przeciętność się wybił, a wypowiada się na temat drogi wyrzeczeń, jaką przebył, aby być dzisiaj tu, gdzie jest i mieć to, co wywalczył na kortach tenisowych. Wielu młodych Polaków nigdy nie doświadczy sukcesu na tym poziomie i w tej skali, co Janowicz, ale nie w tym sęk, aby starać się osiągnąć dokładnie to, co Jerzy w sporcie. Młodzi Polacy pragną wchodzić w dorosłe życie bez frustracji, chcą we własnym kraju godnie żyć, pracować, uczyć się, trenować, mieć warunki do samorozwoju, mieć coś, co w skrócie nazwałbym robieniem kariery i życiem na godnym poziomie, a nie posiadaniem roboty i bytowaniem ponad statystycznym progiem ubóstwa.

i jeszcze jedno zdanie na temat zaglądania do czyichś portfeli… niezależnie czy robimy karierę czy po prostu przeciętnie egzystujemy zawodowo i prywatnie, nie musimy porównywać własnego zeznania podatkowego z zeznaniem sąsiada – to niczego nie zmieni. Fakt, że media zaglądają w konto Janowicza i głośno podkreślają, ile zarobił na trenowaniu po szopach jest zjawiskiem obrzydliwym, ale z drugiej strony rozumiem też jak łatwo poprzez odwoływanie się do płytkich ludzkich instynktów media potrafią stworzyć sensację dnia.

Pisząc ten post zastanawiałem się czy przypadkiem nie powinienem na jego potrzeby stworzyć dodatkowej kategorii w ramach blogu. Pomyślałem, że skoro założyłem zakładkę Biznes, to może również powinienem założyć zakładkę Przywary Polaków lub Nie twój biznes… Z pomysłu zrezygnowałem, gdyż decydując się na ten krok musiałbym cyklicznie poświęcać osobistą energię na pisanie o rzeczach negatywnych, a wolę poświęcać czas na motywację niż demotywować siebie i innych.

Polak na zakupach w sieci

   Jedna z najpopularniejszych porównywarek cenowych w polskim Internecie opublikowała właśnie „świeżutki” raport dotyczący robienia zakupów w sieci przez konsumentów z Polski.

 Skala zjawiska – 96 osób na 100 to e-konsumenci

     Z raportu wynika, że obecnie 96% Internautów ma już za sobą pierwsze doświadczenia jako Klienci sklepów online. Jeszcze kilkanaście lat temu, kiedy powstał pierwszy sklep internetowy, tylko nieliczni korzystali z jego oferty. Aktualnie tylko czterech statystycznych Polaków na stu nie ma doświadczenia w robieniu zakupów poprzez Internet. Dla porównania, w 2005 r. tylko 35% polskich Internautów deklarowało dokonywanie zakupów w sieci. Obecny wzrost odsetka kupujących w sieci to rezultat przezwyciężenia dwóch barier: technologicznej (dostęp do Internetu) i psychologicznej (poczucie bezpieczeństwa przy dokonywaniu transakcji, zaufanie do e-sklepów).

 Dlaczego kupujemy?

      71% Internautów wskazuję, że decyduje „niższa cena” produktów zakupionych w e-sklepach; 70% badanych wskazuje, że kupując produkty w Internecie otrzymuje dostawę wprost do własnego domu; 61% ankietowanych wskazała, że kupują w sieci, bo tak jest dla nich wygodniej, a 50% Internautów potwierdziło, że dzięki możliwości zrobienia zakupu w sieci oszczędzają swój cenny czas.

 Kto kupuje?

      Badanie wskazuje, że aż 78% Internautów pochodzących z obszarów wiejskich kupuje produkty w e-sklepach z uwagi na małą dostępność produktów w ich miejscu zamieszkania. Wśród osób młodych, a więc najbardziej przekonanych do robienia zakupów w Internecie, 58% badanych docenia fakt, że e-sklepy zapewniają dostęp do szerokiego asortymentu produktów. Co ciekawe wśród e-konsumentów nie brakuje również takich osób, które doceniają sam fakt, że mogą bez podawania przyczyny zwrócić towar do e-sklepu – 13% ankietowanych. Jednak najwięcej e-konsumentów jest wśród osób poniżej trzydziestego roku życia – w tej grupie wiekowej prawie każdy robi zakupy w sieci, a 60% dokonuje takich transakcji co najmniej raz w miesiącu.

Jak sprawdzamy wiarygodność?

     Badanie zrealizowane przez TNS Polska wskazuje, że blisko połowa Internautów (48%) uważa, że zakupy w sieci są tak samo bezpieczne jak w tradycyjnych sklepach. Na pytanie, co buduje nasze zaufanie i czym kierujemy się wybierając zaufanego dostawcę, aż 80% Internautów wskazało, że decyzję podejmuje na podstawie opinii i rekomendacji innych użytkowników zamieszczonych na stronie e-sklepu, a połowa idzie jeszcze o krok dalej i wiarygodnych informacji poszukuje na stronach porównywarek cenowych. Tylko 7% użytkowników nie sprawdza w żaden sposób wiarygodności e-sklepu przez dokonaniem zakupu.

Wierność e-konsumentów

      Badanie wskazuje, że blisko trzy czwarte klientów robiło w niektórych e-sklepach zakupy więcej niż jeden raz, a zatem chętniej wracają do miejsc, które znają i sprawdzili już ich wiarygodność. 5% Internautów potwierdza, że e-sklepów, w których robili zakupy kilka razy mają wiele; 27% e-konsumentów stwierdziło, że ma kilka takich sklepów, a 41% badanych zadeklarowało, że ma taki jeden sklep. Wśród badanych było 26% osób, które zdeklarowały, że nie mają takiego e-sklepu, w którym kupowaliby więcej niż raz.

        Co motywuje do powrotu do e-sklepu. Najwięcej osób (75%) podkreśla, że to cena czyni cuda; w drugiej kolejności decyduje szybkość dostawy (prawie połowa badanych); 40% ankietowanych docenia wiarygodność e-sklepu, a 34% badanych jako zaletę wskazuje szeroki asortyment oferowany online. Nie bez znaczenia są również inne aspekty, np. 23% wskazuje, że stałymi klientami uczyniły ich organizowane specjalne promocje/oferty; 21% docenia fakt oferowania darmowej dostawy, a 18% zwraca uwagę na warunki płatności. Ponadto, 11% jako zaletę wskazuję możliwość odbioru/zwrotu towaru w sklepie stacjonarnym danej marki, a 7% docenia dogodne warunki zwrotu zakupionego produktu.

Więcej dowiecie się z Raportu:
http://ranking.ceneo.pl/wp-content/uploads/raport-zaufane-opinie-2013.pdf