Niepalenie to dobra inwestycja

Cigarette, autor: Hebi65, źródło: pixabay.com

Cigarette, autor: Hebi65, źródło: pixabay.com

Hipotetyczna sytuacja – masz w swój życiorys wpisany już 10-letni staż jako nałogowy palacz tytoniu. Na tym hipotetycznym założeniu można w przybliżeniu policzyć, jaką kwotę pieniędzy wydałeś przez ten cały okres na produkty związane z podtrzymywaniem nałogu (niektórzy nazywają to hobby).

Zakładając, że przez ostatnie 10 lat spalałeś jedną paczkę papierosów dziennie (ok. 10 zł/paczka), to wydałeś na same papierosy ok. 36,5 tys. zł. Z pewnością za taką kwotę pieniędzy można już kupić m.in. używany samochód (pewnie nawet całkiem niezły) albo wyruszyć w podróż dookoła świata (może nawet starczy, żeby okrążyć ją dwukrotnie).

Pamiętajmy jednak, że wydatki na papierosy, to nie jedyne koszty nałogowego palacza. Osoby, które palą papierosy wydają również więcej środków z własnego budżetu m.in. na: gumy/pastylki miętowe, odświeżacze do ust, odświeżacze powietrza do pomieszczeń/aut, zapałki/zapalniczki (jednorazowe lub wielokrotnego ładowania, niekiedy drogich marek). Biorąc pod uwagę również pozostałe wydatki, można pokusić się o stwierdzenie, że globalna wartość wydatków będzie za ten okres zdecydowanie wyższa.

Przygotowałem na potrzeby tego wpisu autentyczny przykład. Otóż mój serdeczny kolega, 35-letni mężczyzna z krwi i kości – Paweł - nieprzerwanie pozostaje lojalny wobec nałogu tytoniowego od 15 lat. Jak sam zdeklarował spala dziennie ok. 15 papierosów, chyba, że jest w dobrym nastroju i towarzystwie, to spali nawet więcej…, ale nie jest to wina dobrego towarzystwa. Do obliczeń przyjąłem jako stałą, że Paweł dziennie spala ¾ paczki, a ponieważ gustuje w markach papierosów z górnej półki cenowej, to do wyliczeń przyjąłem stałą cenę 10 zł/paczka (kiedyś to było 6 zł za paczkę, a od jakiegoś czasu kosztują go one nawet ponad 14 zł za paczkę). Z prostego wyliczenia można wnioskować, że Paweł przez ostatnie półtorej dekady „puścił z dymem” ok. 41,1 tys. zł. Kiedy go zapytałem, co o tym sądzi, że wydał tyle pieniędzy na papierosy, odpowiedział: „Eeeee, nie mam teraz czasu o tym gadać….”

Zakładając, że jego nałogowe przyzwyczajenie pozostanie z nim przez kolejne 15 lat, można przypuszczać, że jego domowy budżet zostanie uszczuplony o kolejne 41,1 tys. zł. Nie biorę przy tym pod uwagę, że Paweł od dnia dzisiejszego będzie płacił za paczkę papierosów zdecydowanie drożej niż 10 zł za paczkę, ale obstawiam, że z czasem – w trosce o własne zdrowie – zacznie spalać mnie papierosów dziennie (Paweł, trzymam kciuki!), więc utrzymanie tej ceny za paczkę (10 zł) jest statystycznie zasadne. Podsumowując, kiedy Paweł będzie miał 50 lat na karku i 30 lat stażu nałogowego palacza, będzie „stratny” ok. 82 tys. zł.

Pamiętajmy jednak, że wydatki na papierosy to nie jedyna rzecz, na jaką muszą wydawać pieniądze palacze. Oprócz tytoniu zakupują przecież również zapałki (10-20 gr) lub zapalniczki (min. 1 zł), gumy do żucia (2-5 zł) lub pastylki odświeżające (2-5 zł). Niektórzy palacze stosują także odświeżacze antynikotynowe w pomieszczeniach/autach ( ok. 15-20 zł), w których zdarza im się „puszczać dymka”. Ponadto, pamiętajmy o większych nakładach na higienę jamy ustnej (pasta dla palaczy, pasta wybielająca – min. 12 zł) i wizyty w gabinetach dentystycznych. Niektórzy palacze częściej sięgają po takie usługi stomatologiczne jak czyszczenie zębów z osadu (ok. 100 zł/usługa) lub wybielanie zębów (min. 300 zł/usługa).

Co ciekawe, również wydatki na ubezpieczenie się ponoszone przez palacza są wyższe. Firmy ubezpieczeniowe stosując podwyższone stawki za ubezpieczenia zabezpieczają się w ten sposób przed podwyższonym ryzykiem szybszej utraty zdrowia przez palacza nałogowego (np. choroby nowotworowe, zawał serca) lub na wypadek podwyższonego ryzyka w zakresie strat materialnych (np. zaprószenie ognia w mieszkaniu lub w samochodzie).

Warto podkreślić również, że nie paląc możemy uniknąć ponadnormatywnych inwestycji w swoje zdrowie lub oszczędzić pieniądze wydane na jego ratowanie w momencie wystąpienia chorób. Pamiętajmy, że palacze zdecydowanie częściej zapadają na niektóre choroby nowotworowe. Onkolodzy często przeprowadzają u chorych wywiad nikotynowy, przelicząc tzw. paczkolata, czyli liczbę wypalonych paczek papierosów w długich okresach życia. Przedstawiciele nauk medycznych udowodnili, że istnieje grupa nowotworów nikotynozależnych, których występowanie ściśle powiązane jest z paleniem papierosów np. nowotwór płuc, krtani, gardła, jamy ustnej, pęcherza moczowego. Trudno określić, jakie środki finansowe należy zainwestować w powrót do pełni zdrowia, dlatego pozostawiam ten temat bez żadnych prób rozstrzygania co do wysokości wydatków na zdrowie. Nie zapominajmy, że palenie zwiększa prawdopodobieństwo wystąpienia ciężkich przypadków chorób i gdy zachorujecie, to może się zdarzyć, że już żadne wydatki nie przywrócą Wam utraconego zdrowia…

Podsumowując, palacz nie dość, że wydaje swoje pieniądze na same papierosy, to jeszcze ponosi wydatki związane z zakupem produktów powiązanych z biznesem tytoniowym, a także wydatki na utrzymanie zdrowia i higieny, nie wspominając już o sytuacji, gdy ciężko zachoruje i będzie zmuszony ponieść znaczne wydatki na ratowanie zdrowia. Ale to jeszcze nie wszystko…

Warto dodać, że obecność palacza w gospodarstwie domowym podnosi poziom wydatków rodziny przeznaczanych na zakup artykułów chemicznych (np. częściej pierze się pożółkłe zasłony czy firany zużywając dodatkowe porcje proszku do prania i ewentualnie odplamiaczy; częściej maluje się pomieszczenia, w których przebywają palacze). Dodatkowo nie zapominajmy, że skoro np. częściej pierzemy, to również zużywamy więcej energii elektrycznej w cyklach miesięcznych. Być może nie są to jakieś duże kwoty w budżecie w ujęciu miesięcznym, ale zawsze jest to jakiś dodatkowy wydatek.

Jest jeszcze jeden ważny aspekt, na który uczulam wszystkich, którzy mają palacza w domu. Otóż, gdy rozpocznie się okres grzewczy (jesień, zima, wczesna wiosna), a z Waszych grzejników przez kilka miesięcy będzie płynęło przyjemne ciepło, to pamiętajcie, aby wybić palaczowi z głowy palenie papieroska przy otwartym oknie (typ: palacz-parapeciarz). Dlaczego warto tego unikać? Przekonacie się, gdy po sezonie grzewczym otrzymacie sezonowe rozliczenie centralnego ogrzewania. Sam z autopsji znam przypadek, gdzie dwójka palaczy mieszkała w wynajmowanym mieszkaniu. W sezonie grzewczym uwielbiali palić papieroska przy otwartym oknie, w pobliżu którego znajdował się największy grzejnik w mieszkaniu. Zaskoczenie nadeszło dopiero, gdy przyszedł rachunek spółdzielni za zużyte w mieszkaniu ciepło – wskazania podzielników ciepła umieszczone na kaloryferze były bezlitosne, a miny wynajmujących bezcenne. Najemcy z nieukrywanym bólem musieli dopłacić do ogólnego rachunku za sezon drugie tyle, co wynosiły łączne zaliczki wpłacane na poczet ogrzewania. Wynajmującym wydawało się, że ustalona prognoza jest na bezpiecznym poziomie i jest urealniona w stosunku do możliwości zużycia ciepła przez najemców, ale nie wiedzieli niestety, że wynajęli mieszkanie nałogowym palaczom… Pamiętajcie zatem i o takich alternatywnych kosztach, które być może będziecie zmuszeni ponieść.

Oszczędzamy czy nie?

money

Money, autor: e-gabi; źródło: pixabay.com

Oszczędzamy czy nie?

 Żyjemy w czasach, kiedy ocenia się wszystkich i wszystko. Wszystko się kategoryzuje i poddaje statystycznej obróbce. Możemy tego nie lubić i starać się w życiu nie szufladkować ludzi, ale czasami jednak ulegamy takim zjawiskom. Dzisiaj osobiście pozwoliłem sobie poszufladkować ludzi na tych, którzy oszczędzają i nie oszczędzają. Według mnie w każdej z tych kategorii można z kolei wyróżnić kilka podkategorii osób.

Pierwsza kategoria osób, to oszczędzający. W tym wypadku myślę o osobach, którym po wydatkach i zaspokojeniu podstawowych egzystencjalnych potrzeb pozostaje finansowa nadwyżka, którą chcą „jakoś” zainwestować/ulokować. W tej kategorii identyfikuję dwie zasadnicze podkategorie osób.

 Po pierwsze, są to osoby, które oszczędzają/inwestują nadwyżki finansowe i osiągają swoje cele. Druga podkategoria, to osoby, które odkładają środki, ale mimo starań nie potrafią skutecznie ich pomnażać i realizować swoich celów. Ujmując to w kategoriach zero-jedynkowych: oszczędzasz i masz zadowalające rezultaty; oszczędzasz i nie masz zadowalających rezultatów. Nadrzędnym kryterium rozróżniającym te dwie podkategorie jest fakt, że oszczędzać się udaje lub nie udaje.

 W tej kategorii osób nie będę wspominał o osobach, które inwestują, ale tracą na swoich inwestycjach, bo w przypadku tych osób trudno mówić o skutecznym oszczędzaniu/inwestowaniu. Nie będę również oceniał czy ktoś oszczędza prawidłowo i czy mógłby zrobić to lepiej innym sposobem. Skupiam się tylko na subiektywnie odbieranym efekcie naszych decyzji, który mnie/innych zadowala lub nie.

Przykład: jeśli jedyną znaną mi drogą pomnażania pieniędzy jest założenie lokaty terminowej w banku, a przyszły rezultat mnie satysfakcjonuje, to kiedy dotrwam skutecznie do wyznaczonego dnia kapitalizacji odsetek, oznacza to, że skutecznie osiągnąłem rezultat. Abstrahuję od faktu, że istnieją sposoby, które w tym samym czasie pozwoliłyby mi zarobić więcej. Tak samo abstrahuję od faktu, że te inne sposoby w tym samym czasie mogły potencjalnie uszczuplić mój budżet.

 Drugą kategorią stanowią osoby nieoszczędzające. I tutaj podobnie można wyróżnić dwie podkategorie osób.

 Po pierwsze, są to osoby, które nie oszczędzają, bo deklarują wprost, że nie mają z czego oszczędzać. Najczęściej są to osoby o niskich dochodach bądź o dochodach osiąganych nieregularnie. W ich sytuacji zwyczajnie w świecie nie można mówić nawet o próbie oszczędzania. Osoby te bowiem nie posiadają wolnych środków finansowych z przeznaczeniem na ten cel. Osiągane dochody pozwalają tylko na bieżące zaspokajanie potrzeb (np. zakup żywności, środków czystości, odzieży)  i opłacanie najbardziej pilnych wydatków (np. czynsz za mieszkanie, rachunek za prąd/gaz, faktura za internet). Po zaspokojeniu tych wszystkich potrzeb nie mają wolnych środków z przeznaczeniem na oszczędności krótko lub długoterminowe.

 Drugą podkategorię osób nieoszczędzających stanowią osoby, które zaspokajają wszystkie wymienione powyżej potrzeby pierwszego rzędu, a ponadto pozostaje im na koncie pewna pula środków wolnych, które można przeznaczyć na tzw. oszczędności. Sęk w tym, że te osoby nie za bardzo wiedzą lub w ogóle nie mają pomysłu, co zrobić z tą wolną pulą pieniędzy, aby w krótkim/długim terminie pomnożyć swoje zasoby finansowe. Mówiąc najkrócej,  osoby te nie wiedzą jak zainwestować pieniądze.

 Podsumowując tę kategorię: nie oszczędzamy, bo nie mamy z czego oszczędzać lub po prostu nie wiemy jak to skutecznie robić, więc nie podejmujemy wówczas żadnych decyzji o inwestowaniu pieniędzy i te lądują w przysłowiowej “skarpecie”. Niektórzy mogą powiedzieć, że odkładanie pieniędzy do skarpety, to w jakimś sensie również oszczędzanie, ale w dosłownym sensie z pomnażaniem ma to niewiele wspólnego. Myśląc o oszczędzaniu nie mam na myśli zachowywania statusu quo na swoim koncie bankowym czy “funduszu skarpetkowym”.

A jak jest u Was? Udaje się Wam skutecznie oszczędzać/inwestować? Podzielcie się swoimi osobistymi doświadczeniami.

Polacy są optymistami, ale szklanka jest pełna tylko w jednej czwartej…

Na zlecenie grupy ubezpieczeniowej Genworth, firma badawcza Ipsos MORI zrealizowała badanie społeczne, którego wyniki wskazują na znaczącą zmianę w świadomości Polaków i odwrócenie pięcioletniego trendu rosnącego pesymizmu w zakresie oceny sytuacji finansowej przez przeciętnego Jana Kowalskiego. Badanie było przeprowadzone na próbie 1000 Polaków, zrealizowane w ostatnich dniach stycznia 2014 r., a jego wyniki pozwoliły Polsce awansować w Indeksie stabilności finansowej z 11. na 10. miejsce w Europie (na 14 krajów – no widać, że jest jeszcze pole do popisu dla rosnącego optymizm, oj jest).

   Kiedy przeczytałem nagłówek artykułu to od razu bardzo się wzruszyłem, bo bardzo lubię, kiedy idzie ku lepszemu… Czytam i mówię sobie – nareszcie się coś zmienia na lepsze, ludzie to czują, ludzie w tym partycypują, jest chleb i są igrzyska (podobnie będzie w Brazylii w 2014 r.?). Kiedy wszedłem w szczegóły tegoż raportu, to się okazało, że trzeba zdjąć różowe okulary i zakropić oczy, a potem odczekać godzinę aż wróci ostrość widzenia…

   Otóż wnioski płynące z badania wskazują na to, że Polacy poczuli się stabilniej finansowo i zaczynają patrzeć z większym optymizmem w przyszłość (która z reguły jest nieodgadniona). Wyniki badania pokazują następujący obraz –  co czwarty Polak uważa, że w 2014 r. jego sytuacja finansowa polepszy się. Nie wiadomo niestety, jaki jest stosunek do tej materii pozostałych trzech Polaków na czterech, ale chyba się domyślam jak jest. No chyba, że zwyczajnie w świecie odpowiedzieli „trudno powiedzieć” – ten wariant odpowiedzi w ankiecie badawczej jest najbezpieczniejszy, kiedy pytają nas o coś nieodgadnionego.

  W komunikacie z badania jest mowa wprost, że „Rok 2014 przyniósł przełamanie narastającej wśród Polaków fali pesymizmu. Po raz pierwszy od 5 lat odsetek osób uważających, że ich sytuacja finansowa w najbliższym czasie poprawi się wzrósł, i to ponad trzykrotnie, z 7% w 2013 r. do 25% w 2014 r. To pierwszy powiew optymizmu”. Szczerze mówiąc jestem zaszokowany skokowym wzrostem poziomu optymizmu, ale wartością, jaką osiągnął wskaźnik, również jestem „pozytywnie” zaskoczony.

   Wyniki badania wskazują ponadto, że tylko 7% Polaków żyje w poczuciu stabilności finansowej. Jak się okazuje, nie musimy mieć kompleksów, bo jest to poziom wskaźnika podobny do tego, jaki osiągnięto w badaniu we Francji – 6% i Hiszpanii – 8%, ale zdecydowanie wyższy aniżeli we Włoszech – 4%. Osoby do 45. roku życia, znacznie częściej wskazują na poczucie bezpieczeństwa finansowego – 10%, niż osoby po 45. roku życia – 3%. Według wyników, uwzględniając udział w poszczególnych kategoriach wiekowych, młodzi ludzie do 24. roku życia – 42% i do 45. roku życia – 33% patrzą w przyszłość z większym optymizmem, niż osoby starsze – 17%.

   Najbezpieczniej finansowo czują się osoby młode zamieszkujące region Polski Północnej (co jest dla mnie osobiście bardzo pocieszne), natomiast najmniej stabilnie finansowo czują się osoby powyżej 45. roku życia, zamieszkujące Polskę Centralną, Południowo-Wschodnią i Wschodnią.

   Przechodząc do wątków mniej optymistycznych, o ile do tej pory patrzyliście na to optymistycznie – w jednej czwartej szklanka jest przecież pełna…, to w 2014 r. wzrósł odsetek osób zmagających się z problemami finansowymi, a spadł odsetek osób ostrożnych. O poprawie pozycji Polski w Indeksie stabilności finansowej zdecydował ostatecznie wzrost liczby osób stabilnych finansowo i spadek liczby osób niestabilnych finansowo.

    Z badania wynika bowiem, że pomimo lepszej oceny sytuacji finansowej, jednocześnie od 5 lat wzrasta odsetek gospodarstw domowych, borykających się z problemami finansowymi (w 2008 r. – 44%, w 2010 r. – 47%, w 2013 r. – 51%, do 77% w 2014 r.). Warto podkreślić, że w przypadku Polski odsetek takich gospodarstw jest wyższy aniżeli w przypadku krajów znajdujących się w rankingu niżej od Polski. Generalnie Polakom brakuje poczucia bezpieczeństwa finansowego i to jest pesymistyczne zjawisko, ale nie brakuje za to determinacji, aby swoją sytuację finansową poprawić. I to z kolei napawa optymizmem.

  Ponadto badanie wykazało, że w ciągu ostatnich dwóch lat aż 67% Polaków przeznaczyło część swoich dochodów na zakup produktów ubezpieczeniowych, oszczędnościowych lub emerytalnych. To wysoki poziom wskaźnika, wręcz rekordowy odsetek spośród obywateli krajów Europy, gdzie takich zakupów dokonało 57% obywateli. Okazuje się, że Polacy biorą sprawy w swoje ręce i próbują zabezpieczyć się na przyszłość. I pewnie dobrze, żeby potem nie było, że mądry Polak po szkodzie…

   Jest jednak i smutny rezultat naszych zabiegów o lepsze jutro – aby poprawić swoją przyszłą sytuację finansową, Polacy poszukują oszczędności – ograniczamy wydatki na: wakacje (49% badanych); prezenty dla najbliższych – 37%; prenumeratę prasy – 42%; telewizję (abonament?), Internet i telefon (26%); zużycie wody – 28%, zużycie energii elektrycznej – 40%; ogrzanie domu – 10%.

    W ramach Indeksu stabilności finansowej Polska wyprzedziła w rankingu pogrążone w kryzysie kraje Europy Południowej – Grecję, Portugalię i Włochy oraz zmniejszyła dystans do obywateli Francji i Niemiec. Optymistyczne?

 Źródło: ISBnesw; artykuł znajdziecie na Onet.pl

Utracone korzyści, inflacja i realny zysk

 Money, Autor: e-gabi; źródło: pixabay.com

Money, Autor: e-gabi; źródło: pixabay.com

W ekonomii używa się pojęcia utraconych korzyści. Oznacza ono dosłownie, że nawet jeśli nominalnie nie tracimy, ale mogliśmy cokolwiek zarobić, to ten przegapiony zysk, będzie traktowany jako nasza strata. Wspomniana strata powstanie w wyniku zaniechań decyzyjnych, czyli np. w sytuacji, gdy środki pieniężne znajdują się na koncie bankowym, ale nie są przez nas inwestowane, nie podejmujemy żadnych decyzji odnośnie ich ewentualnego pomnażania.

 Przykład: na nasze indywidualne konto bankowe wpływa raz w miesiącu wynagrodzenie, renta, emerytura lub inne środki (np. przychód z tytułu najmu mieszkania). Środki pieniężne, które nie są nam potrzebne w danym momencie, możemy przelać z nieoszczędnościowego rachunku na rachunek oszczędnościowy, który jest oprocentowany w skali roku lub z którego możemy założyć oprocentowaną lokatę terminową. W takim przypadku kwota oszczędności może wypracować dla nas dodatkowe pieniądze. Gdybyśmy trzymali środki oszczędnościowe na zwykłym ROR-ze, wówczas nie wypracowałyby one żadnych odsetek. Postępując konsekwentnie w ten sposób każdego miesiąca odniesiemy realną korzyść finansową.

Uwaga! Nie oceniam wielkości odniesionych korzyści. Wysokość korzyści może być uzależniona od okresu oszczędzania, liczby transakcji dokonywanych z wykorzystaniem środków pieniężnych, a także od indywidualnych warunków i oferty banku/instytucji finansowej skierowanej do konkretnego Klienta. W ekstremalnym wypadku opłaty/prowizje mogą przekraczać skalę korzyści i wówczas inwestycja może przynieść stratę. Każdy przypadek wymaga odrębnej analizy wszystkich zmiennych czynników mających wpływ na ostateczny rezultat naszych decyzji.

   Utracone korzyści to jedna z negatywnych konsekwencji ekonomicznych, jakie ponosimy przetrzymując wolne środki pieniężne na nieoszczędnościowym ROR-ze. Powinniśmy dodatkowo pamiętać, że na nasze oszczędności negatywnie oddziałuje również zjawisko inflacji, która zjada w skali roku określony odsetek naszych oszczędności. Ceny produktów/towarów i usług zmieniają się (z reguły drożeją), więc za określoną kwotę pieniędzy możemy wraz z upływem czasu kupić coraz mniej konkretnych towarów bądź usług.

   Kolejny ekonomiczny termin, a mianowicie realny zysk, oznacza taki poziom zarobku, który uwzględnia finalnie poziom inflacji. W przypadku przetrzymywania pieniądzy na nieoszczędnościowym ROR-ze ponosimy faktycznie realną stratę, ponieważ nie pomnażamy naszych pieniędzy, a dodatkowo oszczędności zjada inflacja. Instytucje finansowe dysponują prostym narzędziem/kalkulatorem, który pozwala oszacować graniczny poziom wysokości oprocentowania konta oszczędnościowego, poniżej którego – z uwagi na inflację – będziemy tracić na trzymaniu pieniędzy w banku.

   W marcu 2014 r. poziom ten został oszacowany na poziomie 2,1%, co oznacza, że oprocentowanie oferowane poniżej tego poziomu sprawia, że nasze pieniądze tracą na wartości.

   Mając taką wiedzę, tym bardziej powinniśmy podejmować decyzje o przeniesieniu oszczędności i lokowaniu ich w miejscach oraz produktach, które mogą te środki pomnażać o określone odsetki. Nie trzeba chyba tłumaczyć, że o oszczędności trzeba dbać jak najlepiej i poszukiwać takich rozwiązań, które dadzą jak najwyższy (godziwy) zysk realny.

 Uwaga! W niektórych przypadkach może się nawet okazać, że oprocentowana lokata lub konto oszczędnościowe gwarantują niski procent zwrotu z inwestycji, co w przypadku jednoczesnego wystąpienia wyższego poziomu inflacji przyniesie w efekcie realną stratę zamiast korzyści.

 Wnioski:

  1. Szanuj swoje pieniądze i dokładaj starań, aby bezczynnie nie leżały na nieoszczędnościowym koncie – człowiek pracuje na własne utrzymanie, dlaczego więc pieniądz nie miałby pracować na utrzymanie siebie samego;
  2. Nie oceniaj negatywnie skali uzyskanych korzyści – każdy realnie wypracowany zysk to ostatecznie korzyść;
  3. Jeśli nie masz żadnych oszczędności, nie wyciągaj żadnych negatywnych wniosków i skup się na myśleniu o tym, co zrobisz z pieniędzmi, gdy pojawią się w nadwyżce – nie marnuj osobistej energii na negatywne myślenie i negatywne działania.